Uważam, że po
spoczęciu Arki Noego na Górze Ararat ludzie zaczęli się rozmnażać i
rozchodzić po ziemi. W drugim lub trzecim pokoleniu, pewna grupa
ludzi zaczęła rozwijać wiedzę, szybko osiągając wysoki jej poziom.
Przypominam, że rozwój naszej technologii, biorąc pod uwagę czas od
zaświecenia żarówki do lotów w kosmos nie przekroczył nawet stu lat.
Zakładając, że tamci naukowcy ze sobą ściśle współpracowali, postęp
mógł być osiągnięty znacznie szybciej.
Szybko jednak przekonali się, że wiedza, jaką posiadają, pozwala im
na uchodzenie wśród ludzi za bogów. Dlatego nie chcieli się nią
dzielić i jej rozpowszechniać. Zdawali sobie też sprawę z tego, że
propagując ją mogli sami siebie unicestwić. Ten problem jest nam
znany dziś. Od wybuchu pierwszej bomby jądrowej minęło dopiero
niecałe pół wieku.
Ile krajów posiada
dziś broń masowej zagłady?
Kiedy pierwszy
szaleniec jej użyje?
Tworząc cywilizację Egipską bogowie- samozwańcy pomogli jej szybciej
się rozwinąć. Myślę, że tylko po to, żeby postawić pomniki wiedzy w
miejscu, w którym obecnie stoją. Wiedzieli, że do prac tych
potrzebna będzie siła robocza, o którą ciężko na pustkowiu. Ludzie
musieli w coś wierzyć, by pracować i budować tak potężne budowle.
Potrzebni byli bogowie tak, jak woda potrzebna jest wędrowcom na
pustyni.
Potem były następne cywilizacje, „bogowie” wszędzie uchodzili za
bogów, aż w końcu reszta ludzi rozwinęła swoją wiedzę na, tyle, że
nie można już było udawać boskich istot. Zaczęli, więc udawać
przybyszy z kosmosu. Do dziś dnia z pozytywnym skutkiem.
Dysponując samolotami, zaludnili obie Ameryki i inne zakątki świata.
To wyjaśnia podobieństwo językowe niektórych plemion indyjskich i
indiańskich. Zapewne załadowywano całe wioski i transportowano je do
Ameryki. Oprócz ludzi transportowano też zwierzęta. Latali i
obserwowali rozwój ludzkości- to wyjaśnia niezrozumiałe znaki na
płaskowyżu Nazka i podobne w innych miejscach na ziemi. Po prostu
były to pasy startowe.
Dziś latają „ spodkami’’, a ponieważ ich wiedza i technologia
znacznie przewyższa tą, którą znamy, siedzą sobie niezauważani
gdzieś w podziemnych miastach strzeżonych przez jakieś Yeti.
Podczas
analizowania naukowej teorii powstania życia na Ziemi okazuje się,
że już na samym początku jest niejasna i nielogiczna w świetle innej
znanej teorii naukowej dotyczącej warstwy ozonowej. Teoria ta głosi,
że dziura w warstwie ozonowej nad Antarktyką powoduje ocieplenie
klimatu na Ziemi. Biorąc ten fakt pod uwagę nasuwa się pytanie,
jakie temperatury byłyby na Ziemi gdyby warstwa ozonowa zanikła
całkowicie? Zgodnie z naukową teorią powstania życia na Ziemi
warstwy ozonowej nie było, a zatem na Ziemi powinny panować
niesamowite upały, nadto Ziemia w procesie tworzenia samoistnie była
bardzo gorąca. W tym momencie należy zwolenników naukowej teorii
powstania życia zapytać, skąd wzięła się woda- podstawowy czynnik
życia na Ziemi, skoro do ostygnięcia Ziemi z wyżej opisanych
przyczyn nie mogło dojść.
Następnym wymysłem człowieka była ewolucja, z którą już wielu
naukowców się nie zgadza, więc nie będę jej krytykował, ale dla jej
zwolenników dodam jeszcze jedną hipotezę powstania człowieka na
Ziemi.
Dla tych, co lubią teorie naukowe i swoich poglądów na temat
powstania życia na Ziemi nie potrafią poprzeć własnymi
spostrzeżeniami z obserwacji tego, co wokół nich istnieje, dokładam
jeszcze jedną teorię. Nie jest ona naukowa, ale postaram się, aby
była logiczna jak wiele z teorii naukowych, na bazie, których wielu
czerpie swoje mądrości.
Teorię tą
wymyśliłem po to by wskazać, że teorie można wymyślać, ale nie
sądzę, że tak było.
Skąd wziął się człowiek na Ziemi?
Otóż załóżmy hipotetycznie, że było to tak- przed-przed-przed laty
gdzieś na kontynencie Afrykańskim w bardzo wielkim jeziorze żyły
sobie delfiny, natomiast w wyniku mutacji czy jak kto woli ewolucji
zaczął kształtować się człowiek.
Po kilku pokoleniach rozwinął się na, tyle, że wychodził już na ląd,
oczywiście nie mogły tego robić ogniwa pośrednie- nie były na tyle
rozwinięte. W końcu zamieszkał na lądzie wokół jeziora zmieniając me
ni i przyzwyczajenia. Nagle fale oceanu przerwały wąski pas lądu,
który dzielił jezioro od oceanu i żarłoczne rekiny oraz inne stwory
morskie skonsumowały ogniwo pośrednie-praprzodka człowieka, dlatego
brakuje ogniwa pośredniego. Delfinom, dobrym pływakom udało się
uciec i przetrwać.
Człowiek żył już na lądzie, był czarny, bo skóra jego była podobna
do skóry delfina. Rozchodząc się po lądzie ujarzmił ogień. Jak
prawie w każdym gatunku urodziły się murzynkom albinosy i stąd mamy
białego człowieka. Małpa natomiast jest potomkiem człowieka, a było
to mniej więcej tak: dziecko płci żeńskiej zgubiło się, lub było
niedorozwinięte i zostało porzucone gdzieś w puszczy. Wychowało się
szczęśliwie, ale zdziczało. Kiedy dorosła natknęła się na myśliwego,
a ten żywemu nie przepuścił no i po kilku takich przypadkach było
już nie złe stadko dzikich. W drodze ewolucji i braku ognia, na
ciele wyrosły włosy, zęby stawały się mocniejsze, bo trzeba było
jeść surowe mięso, a co za tym idzie szczęki musiały się rozrastać.
Na bazie tych danych ktoś utalentowany napisałby doktorat nie do
podważenia. Wiedzę, jaką dzisiejsza nauka może nam dostarczyć na
temat genetyki, jest wystarczająca żeby zaprzeczyć ewolucji. Kto się
interesuje tym tematem wie, że ostatnio naukowcy badając DNA
stwierdzili, że nie ma żadnego powiązania człowieka z małpą.
Jednym z wielu dowodów na to, że na Ziemi był potop, który jest
opisany w biblii są pokłady węgla, i innych złóż. Pokłady węgla,
które to niby mają świadczyć o pradawnych czasach, świadczą w
rzeczywistości o potopie. Przez milion lat Ziemia jest w stanie
wydać takie plony drzewa, że cała Ziemia była by jednym pokładem
węgla, a ile by go było przez 3 miliardy lat wierząc, że życie
powstało 4,5 miliarda lat temu. Węgiel powstał w wyniku potopu, a
wynika to z grubości pokładów, gdyż żeby utworzyły się takie warstwy
drzewa musiały zostać nagromadzone w krótkim czasie w jednym miejscu
i przysypane grubą warstwą ziemi i skał. W rosnącym lesie nie ma
takiej możliwości, ponieważ wiatrołomy rozłożą się zanim urośnie na
ich miejscu następne drzewo.
Widziałem niejednokrotnie wycięty, co do pnia las i gdyby poukładać
pnie obok siebie zajęłyby może 25- 30% powierzchni wyrąbanego lasu i
40-50 cm wysokości, jaka więc była by warstwa węgla po sprasowaniu.
W czasie potopu na powierzchni wód pływały powyrywane i powyłamywane
pnie drzew, wiry sprawiły, że pływały w dużych skupiskach i mogło
się zdarzyć, że z różnych stref klimatycznych. Po opadaniu wody te
skupiska drewna osiadały. Przykrywała je warstwa osuwającej się z
powodu nasiąknięcia Ziemia. Pięć tyś. lat wystarczyło na procesy
chemiczne, żeby powstał węgiel. Szacunkowa ilość węgla na świecie
jest taka, że mogła powstać z jednorazowego wycięcia wszystkich
lasów na globie ziemskim.
Czy zastanawiał
się ktoś, dlaczego złoża miedzi, siarki czy inne występują w pewnych
skupiskach, a nie na całym globie w odpowiednich warstwach? Każdy
pierwiastek ma swój określony ciężar, jeżeli więc są zanurzone w
wodzie to pod wpływem wirów wodnych zostaną odrzucone na określoną
odległość. A więc potop mógł tylko sprawić, że mamy na Ziemi pokłady
miedzi, siarki czy też inne.
Dziś wiem: na
pewno nie ma pozaziemskich cywilizacji, na ziemi na pewno był potop,
a zatem Biblia nie kłamie. To oznacza, że życie na ziemi stworzył
Bóg. Natomiast tym, którzy chcieliby mnie spytać, co sądzę o
teoriach naukowych na temat powstania życia na ziemi, odpowiem
słowami Boga:
Izajasza 44:25 Ja
obracam w niwecz znaki próżnych, gadułów i to ja przywodzę wróżbitów
do szaleńczego postępowania; mędrców kieruję wstecz, a ich wiedzę
obracam w głupstwo.
Do góry